1. Gdybyś mogła mieć jakieś fantastyczne/mityczne zwierze (np. smoka) to jakie byś wybrała?
Zawsze chciałam mieć w domu wróżkę, taką małą tylko dla siebie. Bawić się z nią i zajmować. Czesać jej włosy malutką szczoteczką i patrzeć jak się maluje przed lustrem.
2. Którą z postaci z książek Ricka Riordana chciałabyś być najbardziej?
Niestety nie mogę odpowiedzieć na to pytanie ponieważ nigdy nie przeczytałam ani jednej z jego książek.
3. Kim chciałabyś zostać w przyszłości?
To jest pytanie które nurtuje mnie od jakiegoś czasu. Około rok temu na myśl przyszło mi założenie restauracji, chciałam aby była bardzo znana. Teraz w sumie to nie wiem. Wiem że w najbliższym czasie kształcić się chce w kierunku plastycznym :). Co z tego wyjdzie, zobaczymy!!
4. Kiedy czytasz książkę to czy starasz się upodobnić w zachowaniu do głównego bohatera?
Jeśli dobrze interpretuje to pytanie, to chodzi o to czy naśladuje bohatera w miedzy czasie/ w przerywnikach od czytania książki? Jeśli o to chodzi to raczej nie, niebyt lubię takie "kopiowanie" jeśli można tak to nazwać.
5. Masz jakieś hobby? Gdybyś miała do wyboru wszystkie możliwe pasje co chciałabyś robić?
Hobby mam kilka: kolorowanie jest bardzo odstresowujące i dzięki niemu wyłączam się na świat; rysowanie/malowanie- uwielbiam tworzyć coś swojego, taką swoją małą rzeczywistość; jazda na łyżwach- niestety to hobby mogę udoskonalać jedynie zimą przy sprzyjających warunkach, ale staram się je utrzymywać jak tylko mogę.
6. Gdybyś mogła w sobie coś zmienić, co by to było?
W sumie to człowiek musi być istotą nieidealną (od tego są w końcu anioły, co nie?) więc tak właściwie to nic.
7. Czego się boisz najbardziej? (np. ciemności, pająków...)
Boję się nieakceptowania, boję się że ludzie którzy mnie nie znają mogą mnie wyśmiać, zakpić ze mnie. Po prostu mnie zniszczyć. W pewnym sensie to strach przed ludźmi.
8. Którą z nadprzyrodzonych mocy byś wybrała? Stawanie się niewidzialnym, teleportowanie się, latanie, cofanie w czasie?
Na 100% latanie, zawsze od kiedy miałam może 5 lat chciałam polecieć, ale nie w samolocie. Tak o własnych siłach. Często budowałam jakieś, prototypy skrzydeł czy coś, ale niestety nigdy nie wychodziło.
9. Jakim zwierzęciem określiłabyś siebie?
Ptakiem? Nie do końca wiem jakim, chodzi po prostu o to że chciałabym móc polecieć (punkt 8) i nie wrócić lecieć w nieznane.
10. W świecie której z książek chciałabyś być?
Byłaby to książka "Baśniobór" Brandona Mulla, jeśli czytasz mojego bloga dłużej niż miesiąc-dwa wiesz że mam bzika na punkcie jego książek, a zwłaszcza na tej wyżej wymienionej.
11. Jaki styl książek najbardziej lubisz? Częściej czytasz książki pisane przez kobiety, czy przez mężczyzn?
Styl? W sumie to jest mi obojętny ważne aby wydarzenia były ciekawe i aby przyjemnie się czytało. Właściwie to raczej czytam książki wydane przez mężczyzn, jest ich po prostu więcej (moim zdaniem)
12. Bardziej lubisz koty czy psy?
Psy, uważam że są wierniejsze i dużo bardziej potulne.
_________________________________________________________________________________
To na tyle,
Dozobaczenia!,
Izia
niedziela, 12 czerwca 2016
środa, 1 czerwca 2016
Prośba i podziękowanie
Hej!
Chciałabym wam bardzo podziękować za tak dużą ilość wejść w ostatnim miesiącu (maj) było aż 250 wyświetleń. Jest to liczba bardzo zbliżona do liczby odsłon w czasie grudnia gdy posty były codziennie. Także Bardzo Dziękuję.
Mam też do was ogromną prośbę, abyście komentowali posty na moim blogu, daje to na prawdę wielką motywacje do dalszej pracy, oczywiście jeśli podoba ci się mój blog możesz go zaobserwować i być na bieżąco.
Dziekuję!!!
Do usłyszenia,
Izia
Chciałabym wam bardzo podziękować za tak dużą ilość wejść w ostatnim miesiącu (maj) było aż 250 wyświetleń. Jest to liczba bardzo zbliżona do liczby odsłon w czasie grudnia gdy posty były codziennie. Także Bardzo Dziękuję.
Mam też do was ogromną prośbę, abyście komentowali posty na moim blogu, daje to na prawdę wielką motywacje do dalszej pracy, oczywiście jeśli podoba ci się mój blog możesz go zaobserwować i być na bieżąco.
Dziekuję!!!
Do usłyszenia,
Izia
wtorek, 31 maja 2016
poniedziałek i wtorek.
Hej!
Co tam u was? Jak już mogliście przeczytać wczoraj mam kontuzję kolana, co niestety może zauważyć każdy napotkany przechodzień z powodu kul dzięki którym się przemieszczam. Więc tak w poniedziałek pierwszy raz poszłam do szkoły od kiedy mam kule, wiadomo, każdy nauczyciel pytał się co się stało i w ogóle. Po całym dniu chodzenia o kulach byłam już niemiłosiernie zmęczona, ale do domu ze szkoły dojść jakoś musiałam. Wspomnę tylko, że ze szkoły do domu mam około 2 kilometry. Po powrocie do domu bardzo rozbolała mnie nogą, więc praktycznie od razu się położyłam do łóżka.
Dzisiaj rano wstałam posiadając już trochę mniej zapału do chodzenia, ale jednak jakoś do szkoły dostać się musiałam. Więc wyszłam z domu koło 7:30 i w szkole byłam o 7:50. Chwilę temu skończyłam lekcję i poszłam do biblioteki miejskiej w której aktualnie siedzę. O godzinie 15:30 mam chór, na który (zadziwiając tym samą siebie) z utęsknieniem czekam. Niestety moja przygoda z judo na razie się kończy, a miałam nadzieję, że trochę jeszcze sobie poćwiczę.
Cóż to chyba będzie na tyle.
Do zobaczenia,
Izia
Co tam u was? Jak już mogliście przeczytać wczoraj mam kontuzję kolana, co niestety może zauważyć każdy napotkany przechodzień z powodu kul dzięki którym się przemieszczam. Więc tak w poniedziałek pierwszy raz poszłam do szkoły od kiedy mam kule, wiadomo, każdy nauczyciel pytał się co się stało i w ogóle. Po całym dniu chodzenia o kulach byłam już niemiłosiernie zmęczona, ale do domu ze szkoły dojść jakoś musiałam. Wspomnę tylko, że ze szkoły do domu mam około 2 kilometry. Po powrocie do domu bardzo rozbolała mnie nogą, więc praktycznie od razu się położyłam do łóżka.
Dzisiaj rano wstałam posiadając już trochę mniej zapału do chodzenia, ale jednak jakoś do szkoły dostać się musiałam. Więc wyszłam z domu koło 7:30 i w szkole byłam o 7:50. Chwilę temu skończyłam lekcję i poszłam do biblioteki miejskiej w której aktualnie siedzę. O godzinie 15:30 mam chór, na który (zadziwiając tym samą siebie) z utęsknieniem czekam. Niestety moja przygoda z judo na razie się kończy, a miałam nadzieję, że trochę jeszcze sobie poćwiczę.
Cóż to chyba będzie na tyle.
Do zobaczenia,
Izia
niedziela, 29 maja 2016
Szpital
Hej!
Wczoraj wieczorem byłam w szpitalu z tym głupim kolanem. Okazało się skręcone (?), muszę odciążać nogę i chodzę o kulach. Wstawiłabym wam zdjęcie ale mój komputer się zbuntował i nie chce połączyć się z komórką na której mam zdjęcie.
Do usłyszenia,
Izia
Wczoraj wieczorem byłam w szpitalu z tym głupim kolanem. Okazało się skręcone (?), muszę odciążać nogę i chodzę o kulach. Wstawiłabym wam zdjęcie ale mój komputer się zbuntował i nie chce połączyć się z komórką na której mam zdjęcie.
Do usłyszenia,
Izia
piątek, 27 maja 2016
Wycieczka, kontuzja i najlepsza zabawa pod słońcem.
Hej!
Co tam u was? Na wstępie przeprasza, że nie pisałam ale musiałam zająć się szkołą (i przygotowaniem się do wycieczki). Oczywiście teraz postaram się pisać częściej. Zacznę od opisu wyżej wspomnianej wycieczki.
Na wycieczkę pojechałam z klasą do Łapina na trzy dni (poniedziałek, wtorek i środa).

W poniedziałek o godzinie 8:15 miałam zbiórkę pod szkołą, wyjechaliśmy koło 9:00. Na miejscu byliśmy po jakiejś godzinę, a potem mieliśmy czas na rozpakowanie i ogarnięcie się w nowym miejscu. Po rozpakowaniu zaczęły się zajęcia. Spotkaliśmy się na plaży z opiekunami i zaczęła się zabawa. Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy (była w drugiej) i zaczęliśmy zawody. Każda grupa jako punkty dostawała cukierki, liczyły się tylko te niezjedzone. Graliśmy w piłkę na plaży, były balony z wodą przerzucane przez siatkę do siatkówki na ręcznikach. Była też gra w której każda grupa miała wiadro i musiała je całe napełnić wodą z jeziora używając wyłącznie butów, rąk, ust czy koszulek. Użyłam butów (na szczęście miałam drugie) oraz rąk. Nasza grupa wygrała. Później przyszedł czas na obiad, zjedliśmy (było dobre) po czym mieliśmy jakąś godzinkę przerwy. Po czasie wolnym znów spotkaliśmy się na plaży i poszliśmy do lasu szukać miejsca na wybudowanie szałasu. Znaleźliśmy idealne drzewo i zaczęliśmy szukanie patyków (nie było to zbyt trudne, w końcu byliśmy w lesie). Po znalezieniu potrzebnych do budowy surowców zaczęliśmy, budowa trwała dobre półtora godziny, ale się udało. Adam (opiekun naszej grupy) opowiadał w tym czasie różne historie, budowaliśmy oddzielnie dziewczyny i chłopacy, lecz później połączyliśmy to w jedno. Wróciliśmy do ośrodka i mieliśmy czas wolny oraz ustaloną godzinę spotkania na nocne wyjście, niestety w czasie wolnym moja przyjaciółka biegała po domkach i niefortunnie upadła na schodach domku (nie naszego jak wtedy myślała, a drzwi w tym czasie otworzyła jedna dziewczyna i była dość zdziwiona takim niecodziennym prezentem) i zwichnęła kostkę. Poszłyśmy z tym do Adama, który kazał trzymać tę nogę w zimnej wodzie, ale ona jeszcze bardziej spuchła. Nauczyciele sprawdzali czy wszyscy idą i dość się zdziwili widząc nas wszystkie obok wcześniej wspomnianej przyjaciółki która trzymała nogę w wiadrze od mopa. Zawołali naszą wychowawczynie która została z M. i ze mną (bo ja jako
dobra przyjaciółka zostałam). W miedzy czasie było ognisko na które wszystkie poszłyśmy. Później przyszła reszta, powiedziały nam, że w sumie to nic takiego nie robili bo dwie dziewczyny się zgubiły i doszły do sąsiedniego ośrodka. Poszłyśmy spać.
We wtorek śniadanie było na 8:30, a nasz domek był w ruchu już od 4:00, ale nie wszystkie ja spałam do 7:00. Przed śniadaniem wypiłam jeszcze herbatę i poszłam posiedzieć na plaży, a dopiero wtedy było śniadanie. Po śniadaniu znów był czas wolny, później spotkanie na plaży i wtedy poszliśmy na spacer dookoła jeziora, na trasie było kilka zadań: zrobienie noszy z kii i bluz, odpalenie papieru krzesiwem i zbudowanie palnika gazowego. Po drodze zahaczyliśmy też o sklep. Gdy wróciliśmy do domków mieliśmy czas wolny po czym mieliśmy zbiórkę na plaży i zostaliśmy podzieleni na cztery grupy (nie było za to punktów). Nasza grupa najpierw poszła strzelać z łuku, później z wiatrówki i broni krótkie (dwa razy trafiłam w tarczkę), następnie graliśmy w bierki bambusowymi kijami. Nasza zabawa na
tym się nie kończyła był jeszcze do zaliczenia park linowy, ale myśmy mieli mieć go dopiero po obiedzie. Przyszedł czas na obiad, po czym było jakieś 30 minut wolnego i spotkaliśmy się przy wejściu na park linowy. Najpierw krótkie wytłumaczenie, próba i jechana z tematem. Park zajął mi około godzinę może trochę więcej. Był na prawdę bardzo fajny, na samym końcu była dość długa tyrolka. Po parku linowym znów była przerwa, można było w tym czasie przygotować się do dyskoteki. Na dyskotece śpiewaliśmy tańczyliśmy i oglądaliśmy występ iluzjonisty. Było na prawdę bardzo fajnie. Po dyskotece poszliśmy do domków aby odpocząć i się przebrać, po czym osoby które chciały szły do lasu, było fajnie chociaż cały czas jeden gościu z mojej starej klasy się do mnie przystawiał, jak upadałam podnosił mnie pytał czy nic mi nie jest i tak dalej. Ja go spławiałam (w końcu mam chłopaka), szłam w swoją stronę, ale on szedł za mną. Nieznośny typ po prostu.
Jak już wróciliśmy wypiłam herbatę i poszłam spać razem z całą ekipą z domku, nie nastawiłyśmy sobie budzika.
W środę rano nauczycielka o godzinie 7:25 przyszła po nas abyśmy wstały. W ten sposób 7 dziewczyn zdążyło wejść do łazienki w niecałe 5 minut ubrać się i ogarnąć. Poszliśmy na śniadanie, znów przerwa, a następnie spotkanie przy ławkach i rozliczenie się cukierkami. Później była jeszcze jedna konkurencja, a mianowicie trzeba było podbiec do maski gazowej skręcić ją przebiec w niej dookoła lampy wrócić na miejsce gdzie wcześniej leżała rozkręcić ją i wbiec na metę. Nasza drużyna była najszybsza (32 sekundy!). Znów dostaliśmy cukierki i wtedy było liczenie, każda grupa wybrała jednego nauczyciela który miał liczyć. Nasza grupa wygrała (142 cukierki do rozdania całej grupie) i w nagrodę dostaliśmy dwie butelki szampana (picollo), które zostały od razu wypite. Po nacieszeniu się wygraną można było pójść z Adamem postrzelać z broni krótkiej, lub zostać na plaży i pograć w jakieś gry z Patrykiem i Zuzią. Wybrałam opcje drugą, więc na początku były zapasy z nogami w linie, potem graliśmy w Zombie, a następnie w nieszczęsne czołgi. Chodziło o to by wskoczyć na swój czołg, zeskoczyć przebiec koło z czołgów, przejść pod nogami swojego czołgu i znów na niego wskoczyć. Pierwsza runda- ok. Druga skończyła się dla mnie nieco gorzej, a mianowicie biegnę, już prawie jestem przy swoim czołgu gdy stopa wbija mi się w piach wygina do tyłu i przekręca. Bolało, i to bardzo. W sumie to nadal boli, nie do opisania. Ledwo chodzę, możliwe że jutro bądź po jutrze pojadę do szpitala, zobaczyć czy to nic poważnego.
Miało przestać, ale nie przestało i tak oto przez dobre 40 minut siedziałam na ławce, bo bolało. Potem był obiad, zabieranie swoich rzeczy i do autokaru. Gdy już jechaliśmy i do domu zostało jakieś 40 minut drogi, skapnęłam się że nie wzięłam kurtki właśnie przez to kolano. Powiedziałam to M. (siedziała ze mną) i zaczęłam się śmiać, przez całe 40 minut się z tego śmiałam (zdrowo walnięci, łączymy się).
Po powrocie nadal się z tego śmiałam. Niestety noga bolała dalej.


Jak i boli teraz, niestety. Dzisiaj byłam u babci, ale ból nie ustaje, chociaż starałam się oszczędzać nogę na tyle ile było to możliwe, robiłam minimum.
Do zobaczenia,
wasza zdrowo rąbnięta Izia.
Co tam u was? Na wstępie przeprasza, że nie pisałam ale musiałam zająć się szkołą (i przygotowaniem się do wycieczki). Oczywiście teraz postaram się pisać częściej. Zacznę od opisu wyżej wspomnianej wycieczki.
Na wycieczkę pojechałam z klasą do Łapina na trzy dni (poniedziałek, wtorek i środa).

W poniedziałek o godzinie 8:15 miałam zbiórkę pod szkołą, wyjechaliśmy koło 9:00. Na miejscu byliśmy po jakiejś godzinę, a potem mieliśmy czas na rozpakowanie i ogarnięcie się w nowym miejscu. Po rozpakowaniu zaczęły się zajęcia. Spotkaliśmy się na plaży z opiekunami i zaczęła się zabawa. Zostaliśmy podzieleni na trzy grupy (była w drugiej) i zaczęliśmy zawody. Każda grupa jako punkty dostawała cukierki, liczyły się tylko te niezjedzone. Graliśmy w piłkę na plaży, były balony z wodą przerzucane przez siatkę do siatkówki na ręcznikach. Była też gra w której każda grupa miała wiadro i musiała je całe napełnić wodą z jeziora używając wyłącznie butów, rąk, ust czy koszulek. Użyłam butów (na szczęście miałam drugie) oraz rąk. Nasza grupa wygrała. Później przyszedł czas na obiad, zjedliśmy (było dobre) po czym mieliśmy jakąś godzinkę przerwy. Po czasie wolnym znów spotkaliśmy się na plaży i poszliśmy do lasu szukać miejsca na wybudowanie szałasu. Znaleźliśmy idealne drzewo i zaczęliśmy szukanie patyków (nie było to zbyt trudne, w końcu byliśmy w lesie). Po znalezieniu potrzebnych do budowy surowców zaczęliśmy, budowa trwała dobre półtora godziny, ale się udało. Adam (opiekun naszej grupy) opowiadał w tym czasie różne historie, budowaliśmy oddzielnie dziewczyny i chłopacy, lecz później połączyliśmy to w jedno. Wróciliśmy do ośrodka i mieliśmy czas wolny oraz ustaloną godzinę spotkania na nocne wyjście, niestety w czasie wolnym moja przyjaciółka biegała po domkach i niefortunnie upadła na schodach domku (nie naszego jak wtedy myślała, a drzwi w tym czasie otworzyła jedna dziewczyna i była dość zdziwiona takim niecodziennym prezentem) i zwichnęła kostkę. Poszłyśmy z tym do Adama, który kazał trzymać tę nogę w zimnej wodzie, ale ona jeszcze bardziej spuchła. Nauczyciele sprawdzali czy wszyscy idą i dość się zdziwili widząc nas wszystkie obok wcześniej wspomnianej przyjaciółki która trzymała nogę w wiadrze od mopa. Zawołali naszą wychowawczynie która została z M. i ze mną (bo ja jako
dobra przyjaciółka zostałam). W miedzy czasie było ognisko na które wszystkie poszłyśmy. Później przyszła reszta, powiedziały nam, że w sumie to nic takiego nie robili bo dwie dziewczyny się zgubiły i doszły do sąsiedniego ośrodka. Poszłyśmy spać.We wtorek śniadanie było na 8:30, a nasz domek był w ruchu już od 4:00, ale nie wszystkie ja spałam do 7:00. Przed śniadaniem wypiłam jeszcze herbatę i poszłam posiedzieć na plaży, a dopiero wtedy było śniadanie. Po śniadaniu znów był czas wolny, później spotkanie na plaży i wtedy poszliśmy na spacer dookoła jeziora, na trasie było kilka zadań: zrobienie noszy z kii i bluz, odpalenie papieru krzesiwem i zbudowanie palnika gazowego. Po drodze zahaczyliśmy też o sklep. Gdy wróciliśmy do domków mieliśmy czas wolny po czym mieliśmy zbiórkę na plaży i zostaliśmy podzieleni na cztery grupy (nie było za to punktów). Nasza grupa najpierw poszła strzelać z łuku, później z wiatrówki i broni krótkie (dwa razy trafiłam w tarczkę), następnie graliśmy w bierki bambusowymi kijami. Nasza zabawa na
tym się nie kończyła był jeszcze do zaliczenia park linowy, ale myśmy mieli mieć go dopiero po obiedzie. Przyszedł czas na obiad, po czym było jakieś 30 minut wolnego i spotkaliśmy się przy wejściu na park linowy. Najpierw krótkie wytłumaczenie, próba i jechana z tematem. Park zajął mi około godzinę może trochę więcej. Był na prawdę bardzo fajny, na samym końcu była dość długa tyrolka. Po parku linowym znów była przerwa, można było w tym czasie przygotować się do dyskoteki. Na dyskotece śpiewaliśmy tańczyliśmy i oglądaliśmy występ iluzjonisty. Było na prawdę bardzo fajnie. Po dyskotece poszliśmy do domków aby odpocząć i się przebrać, po czym osoby które chciały szły do lasu, było fajnie chociaż cały czas jeden gościu z mojej starej klasy się do mnie przystawiał, jak upadałam podnosił mnie pytał czy nic mi nie jest i tak dalej. Ja go spławiałam (w końcu mam chłopaka), szłam w swoją stronę, ale on szedł za mną. Nieznośny typ po prostu.
Jak już wróciliśmy wypiłam herbatę i poszłam spać razem z całą ekipą z domku, nie nastawiłyśmy sobie budzika.
W środę rano nauczycielka o godzinie 7:25 przyszła po nas abyśmy wstały. W ten sposób 7 dziewczyn zdążyło wejść do łazienki w niecałe 5 minut ubrać się i ogarnąć. Poszliśmy na śniadanie, znów przerwa, a następnie spotkanie przy ławkach i rozliczenie się cukierkami. Później była jeszcze jedna konkurencja, a mianowicie trzeba było podbiec do maski gazowej skręcić ją przebiec w niej dookoła lampy wrócić na miejsce gdzie wcześniej leżała rozkręcić ją i wbiec na metę. Nasza drużyna była najszybsza (32 sekundy!). Znów dostaliśmy cukierki i wtedy było liczenie, każda grupa wybrała jednego nauczyciela który miał liczyć. Nasza grupa wygrała (142 cukierki do rozdania całej grupie) i w nagrodę dostaliśmy dwie butelki szampana (picollo), które zostały od razu wypite. Po nacieszeniu się wygraną można było pójść z Adamem postrzelać z broni krótkiej, lub zostać na plaży i pograć w jakieś gry z Patrykiem i Zuzią. Wybrałam opcje drugą, więc na początku były zapasy z nogami w linie, potem graliśmy w Zombie, a następnie w nieszczęsne czołgi. Chodziło o to by wskoczyć na swój czołg, zeskoczyć przebiec koło z czołgów, przejść pod nogami swojego czołgu i znów na niego wskoczyć. Pierwsza runda- ok. Druga skończyła się dla mnie nieco gorzej, a mianowicie biegnę, już prawie jestem przy swoim czołgu gdy stopa wbija mi się w piach wygina do tyłu i przekręca. Bolało, i to bardzo. W sumie to nadal boli, nie do opisania. Ledwo chodzę, możliwe że jutro bądź po jutrze pojadę do szpitala, zobaczyć czy to nic poważnego.Miało przestać, ale nie przestało i tak oto przez dobre 40 minut siedziałam na ławce, bo bolało. Potem był obiad, zabieranie swoich rzeczy i do autokaru. Gdy już jechaliśmy i do domu zostało jakieś 40 minut drogi, skapnęłam się że nie wzięłam kurtki właśnie przez to kolano. Powiedziałam to M. (siedziała ze mną) i zaczęłam się śmiać, przez całe 40 minut się z tego śmiałam (zdrowo walnięci, łączymy się).
Po powrocie nadal się z tego śmiałam. Niestety noga bolała dalej.


Jak i boli teraz, niestety. Dzisiaj byłam u babci, ale ból nie ustaje, chociaż starałam się oszczędzać nogę na tyle ile było to możliwe, robiłam minimum.
Do zobaczenia,
wasza zdrowo rąbnięta Izia.
niedziela, 15 maja 2016
Sobota i niedziela.
Hej!
Co tam u was? Jak ostatnio wspominałam sobota i niedziela były zakręcone i pracowite. W sobotę mieliśmy łączoną imprezę urodzinową. Od godziny 12:00 byliśmy już w ogrodzie i ustawialiśmy wszystko (wcześniej przygotowania trwały w domu). Goście zaproszeni byli na 16:00. Było bardzo głośno, ale dość fajnie :). Tańczyliśmy, było ognisko (to mnie najbardziej cieszyło (Piromani łączmy się)), i grill. Całe zbiegowisko zakończyło się koło godziny 1:00 nad ranem.
Dzisiaj musieliśmy znów jechać na ogród i tam posprzątać. Syf był nie do opisania... ale nam się udało (bo czego to my nie zrobimy?). Wróciliśmy do domu około półtora godziny temu, ja zdążyłam policzyć tylko nakrętki do szkoły i uczę się biologii... ciężko mi idzie, a we wtorek ją piszę. Coś tam już umiem, ale nie wszystko.

W końcu mogę się nacieszyć moim ulubionym kwiatkiem jakim jest bez. Będąc dzisiaj w ogrodzie zerwałam sobie cały bukiet bzu, który stoi teraz na parapecie. Niestety już niedługo przekwitnie i znów będę musiała czekać cały rok na nowe kwiaty :(, ale na razie mam się czym cieszyć... no i wąchać.

Muszę wracać do nauki, trzymajcie kciuki aby poszło mi dobrze, bo od tego zależy czy będzie 3 czy 4 na koniec!!!
Do zobaczenia,
Izia
Co tam u was? Jak ostatnio wspominałam sobota i niedziela były zakręcone i pracowite. W sobotę mieliśmy łączoną imprezę urodzinową. Od godziny 12:00 byliśmy już w ogrodzie i ustawialiśmy wszystko (wcześniej przygotowania trwały w domu). Goście zaproszeni byli na 16:00. Było bardzo głośno, ale dość fajnie :). Tańczyliśmy, było ognisko (to mnie najbardziej cieszyło (Piromani łączmy się)), i grill. Całe zbiegowisko zakończyło się koło godziny 1:00 nad ranem.
Dzisiaj musieliśmy znów jechać na ogród i tam posprzątać. Syf był nie do opisania... ale nam się udało (bo czego to my nie zrobimy?). Wróciliśmy do domu około półtora godziny temu, ja zdążyłam policzyć tylko nakrętki do szkoły i uczę się biologii... ciężko mi idzie, a we wtorek ją piszę. Coś tam już umiem, ale nie wszystko.

W końcu mogę się nacieszyć moim ulubionym kwiatkiem jakim jest bez. Będąc dzisiaj w ogrodzie zerwałam sobie cały bukiet bzu, który stoi teraz na parapecie. Niestety już niedługo przekwitnie i znów będę musiała czekać cały rok na nowe kwiaty :(, ale na razie mam się czym cieszyć... no i wąchać.

Muszę wracać do nauki, trzymajcie kciuki aby poszło mi dobrze, bo od tego zależy czy będzie 3 czy 4 na koniec!!!
Do zobaczenia,
Izia
piątek, 13 maja 2016
Bumbalabumba
Hej!
Co tam u was? Ja czuję się super, mega, ekstra w ogóle najlepiej jak tylko można. zacznę od relacji z zeszłego weekendu: Piątek w sumie był kiepski z powodu mojego złego samopoczucia, ale żyje się dalej. W sobotę byłam na spacerze w lesie z pewną ostatnio dość ważną dla mnie osobą ;).
Było bardzo fajnie i miło nam się rozmawiało. W niedziele pojechałam z rodzinką na rowery do Helu, byliśmy w fokarium, na lodach i gofrach. Przyjemnie się jechało ponieważ było baaardzo ciepło.
A co do tego tygodnia to:
Od poniedziałku do środy była szkoła i było strasznie.
W czwartek nie byłam w szkole ani na chórze czy judo z powodu jakiegoś paskudnego wirusa (mówiłam że mnie lubią!!!), dzisiaj za to znów nie było mnie w szkole z powodu konkursu i nadal paskudnego wiruszyska!!! Konkursu nie wygrałam, ani nie zdobyłam żadnego miejsca, dostałam tylko nagrodę za udział. Był to konkurs z kaszubskiej pleplanki [czyt. wierszy kaszubskich].
Było dość dobrze gdyby nie to, że bolał mnie brzuch (głupi wirus!!!)
Jutro mamy mega imprezę urodzinową u dziadków na ogródku bo: ciocia, wujek, tata i kuzyn mają urodzinki :).
To na tyle,
Do zobaczenia,
Izia
Co tam u was? Ja czuję się super, mega, ekstra w ogóle najlepiej jak tylko można. zacznę od relacji z zeszłego weekendu: Piątek w sumie był kiepski z powodu mojego złego samopoczucia, ale żyje się dalej. W sobotę byłam na spacerze w lesie z pewną ostatnio dość ważną dla mnie osobą ;).
Było bardzo fajnie i miło nam się rozmawiało. W niedziele pojechałam z rodzinką na rowery do Helu, byliśmy w fokarium, na lodach i gofrach. Przyjemnie się jechało ponieważ było baaardzo ciepło.
A co do tego tygodnia to:
Od poniedziałku do środy była szkoła i było strasznie.
W czwartek nie byłam w szkole ani na chórze czy judo z powodu jakiegoś paskudnego wirusa (mówiłam że mnie lubią!!!), dzisiaj za to znów nie było mnie w szkole z powodu konkursu i nadal paskudnego wiruszyska!!! Konkursu nie wygrałam, ani nie zdobyłam żadnego miejsca, dostałam tylko nagrodę za udział. Był to konkurs z kaszubskiej pleplanki [czyt. wierszy kaszubskich].
Było dość dobrze gdyby nie to, że bolał mnie brzuch (głupi wirus!!!)
Jutro mamy mega imprezę urodzinową u dziadków na ogródku bo: ciocia, wujek, tata i kuzyn mają urodzinki :).
To na tyle,
Do zobaczenia,
Izia
Subskrybuj:
Posty (Atom)





